wtorek, 15 września 2015

4.Kiedy nadejdzie jutro Będę całkiem sama*

-Było pysznie - powiedział Andrzej gdy pomagał mi w sprzątaniu
-Cieszę się- zaśmiałam się- to co jutro mecz?
-tak, mecz o wszystko- nalał mi do kieliszka wina- idziemy na balkon?
-mhmm- siadamy na wygodnych fotelach, ja z kieliszkiem wina, a Andrzej z colą- boisz się?
-mam dziwne przeczucie, że wygramy. Pamiętasz zawsze wygrywaliśmy jak byłaś na naszych meczach
-zawsze mówiliście, że to przypadek- upiłam łyk wina
-a co miałem powiedzieć? Że lepiej mi się gra gdy wiem, że trzymasz kciuki?
-dokładnie tak... Nawet nie wiesz jak chciałam, żebyś był na mojej pierwszej sztuce w Nowym Jorku
-to dlaczego nie pisałaś... przyleciałbym
-nie chciałam zawracać ci głowy- spuściłam głowę- Tamara nie byłaby zachwycona
-myślisz, że bym się tym przejął? Zawsze byłaś i będziesz moją przyjaciółką i nikt ani nic tego nie zmieni mała. I pamiętaj ty mi nigdy nie zawracasz głowy.
-dziękuje- uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego- jesteś kochany
-wiem, wiem. Ej, a mam pytanie
-no dajesz- upiłam łyk wina
-przyznaj się w którym z naszej paczki się kochałaś?- spytał, a ja zakrztusiłam się
-c..cco?- próbowałam się ogarnąć
-to co słyszałaś. Zawsze się zastanawiałem dlaczego byłaś tak wytrwała w łażeniu za nami i stwierdziłem, że to musi być powód- wytłumaczył
-nic tych rzeczy po prostu wolałam biegać za wami zamiast bawić się z tymi lalkami z osiedla
-nie kłam
-powiedz, że chcesz usłyszeć, że w tobie
-no jasne- zaśmiał się- ale zawsze obstawiałem Damiana
-matko ty tak na trzeźwo bredzisz to co dopiero po pijaku- zaśmiałam się- blondyni nie są w moim typie
-to dwóch, no trzech z siedmiu odpadło, ale spoko jeszcze mi to kiedyś powiesz

Po prysznicu ubrałam legginsy i T-shirt, a włosy związałam w niedbałego koka i weszłam do sypialni przyjaciela.
-Mogę- spytałam
-No jasne Zozol- uśmiechnął się
Podeszłam do komody na której stały zdjęcia i statuetki i niby oglądałam wszystko ale szukałam zdjęcia o którym mówiła mi Ola. Nie znalazłam go tam i chyba trochę się zawiodłam. Usiadłam na łóżku
-No i jak ci tu?- oparłam się o ścianę
-całkiem dobrze, ale czegoś mi tu brakuje. Nie wiem jeszcze czego, ale brakuje mi jednego elementu do pełni szczęścia
-po prostu starzejesz się i wydaje mi się, że podświadomie chcesz mieć tu rodzinę- powiedziałam i wzięłam do ręki ramkę ze stolika nocnego- a to ci nie pomoże znaleźć dziewczyny- uśmiechnęłam się do zdjęcia
-Może masz racje- przysunął się do mnie- ale jeżeli nie znajdę takiej która zaakceptuje, że zawsze będziesz mi bliska to chyba nie chce z nią zakładać rodziny- objął mnie ramieniem
-wiesz... czuję się winna- spojrzał na mnie z niezrozumieniem- zachowałam się jak idiotka totalnie was olewając i nie utrzymując z wami... z tobą kontaktu. Zachowałam się jak rozkapryszony bachor, który w pewien sposób uciekł od problemów i zapomniał o tym, że ma ludzi, którym na mnie zależało. Przepraszam
-Nic się nie stało mała, nie przejmuj się- pocałował mnie w czoło- każdy ma prawo do błędów
-mam nadzieję, że wykorzystałam limit, no ale nic idę spać i ty też bo jutro ważny mecz
-oby ostatni
-oby- wstałam z łóżka i poszłam do siebie ...


.................................................................................................................................................
Totalnie zawaliłam tak wiem, ale po prostu nie potrafiłam znaleźć koncepcji na ten rozdział. Usuwałam go chyba z 10 razy z 15 poprawiałam, a nadal nie jest taki jaki chciałam żeby był...
Przepraszam, ale obiecuję, że się poprawie... Może chociaż komuś się to podoba?


* Jassie J- Flashlight ( pierwsze dwa wersy) ostatnio mam fazę na Pitch Perfect

1 komentarz:

  1. Trafiłam tu przypadkowo i nie żałuje. Blog super. Czekam na dalszy ciąg. Zaciekawiła mnie twoja historia :-)

    OdpowiedzUsuń